ojcowie dzieci :(

To jest Wasze forum.
Możecie tu zadawać pytania i wymieniać informacje z innymi Użytkownikami naszego serwisu.
Pisanie tylko dla zarejestrowanych użytkowników!

Moderatorzy: extreme, saba79

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez kinia24 » Cz sie 28 2008, 19:08

kiedyś założyłam podobny watek ale dotyczył relacji z dziećmi!

u mnie M super zwłaszcza jeśli chodzi o Olusię!

aneczka-niezłe :lol: :lol:
Obrazek


Obrazek
Avatar użytkownika
kinia24
 
Posty: 1199
Dołączył(a): Pn lis 29 2004, 00:00
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez Gaba_S » Cz sie 28 2008, 19:44

Moj tez byl typem leniwca po pracy... Jak Wika byla mala, to naprawde musialam sie naprosic,zeby sam poszedl z mala na spacer chociaz. Ale od drugiego roku zycia Wiki sie zmienil. Mi wmawia,ze uswiadomil sobie,ze ma najwspanialsza rodzine jaka mogl stworzyc i nie chce tego spieprzyc...
(byly podejrzenia o druga, na szczescie raczej bezpodstawne :) )... No i stopniowo przeszlismy do tego,ze on chce bardzo drugie dziecko (wlasciwie, to oboje chcemy,ale ja kiedys bardziej a teraz odwrotnie :)), no i postawilam na swoim,ze musi mi wiecej pomagac, bo ja nie uciagne domu, wychowywania w pojedynke dziecka i pracy... Dzis mi poprasowal... Ja musze tylko poskladac... Wczoraj napisalam kartke,zeby poodkurzal. Odkurzyl tylko nasze pokoje-bo zeby caly dom, to trzeba dopisac CALY DOM :lol: Ale ogolnie pracuje nad nim :)
Fakt jest jeden-straszenie rozwodem nic nie dawalo, bo wie, ze go za bardzo kocham... Na szczescie uczucie odwzajemnione, wiec sie zmienia na lepsze powoli ;)
Rada? Moze spakowac sie i na miesiac uciec do rodzicow. Zostawic meza ze wszystkim na glowie, to doceni co ma???
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
Gaba_S
 
Posty: 3824
Dołączył(a): Pt sie 27 2004, 23:00
Lokalizacja: Gdzieś, nie wiadomo do końca gdzie, ale zawsze RAZEM!!

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez basja » Cz sie 28 2008, 19:46

Jejku, jak przeczytam taki wątek, to zaczynam doceniać mojego męża. On naprawdę bardzo mi pomaga, zajmuje się dziećmi, wynosi śmieci, odkurza i zmywa podłogi, myje codziennie naczynia, on myje okna :roll: Nie ma rzeczy, której nie potrafiłby zrobić przy dziecku, bez niego na pewno bym sobie z tą dwójką nie poradziła :roll: Dla mnie to standard, dlatego chciałabym, żeby było jeszcze lepiej (np. żeby mniej bałaganił), ale jak poczytam, jacy potrafią być faceci, to myślę, że chyba przesadzam z moimi wymaganiami :wink:
Avatar użytkownika
basja
 
Posty: 4374
Dołączył(a): Śr lip 20 2005, 23:00
Lokalizacja: My home is where my heart is...

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez dagmar3 » Pt sie 29 2008, 09:24

Moj tez nalezy do kategorii leniwcow. Przy pierwszym dziecku bylo strasznie bo nic nie pomagal, na dzien dzisiejszy veronika nie chce z nikim wyjsc, nawet z mezem, albo babcia. tylko mama. teraz jest w przedszkolu i mam nadzieje, ze to sie zmieni :))
a co do rozwodu, to ja tez mu mowilam, gdy mialam dosc, i chodz ´bylo to tylko gadanie, to on wie, ze ja to zrobie. i pomagalo, moze nie na dlugo, ale cos.
teraz jestem ciagle zmeczona, ale wiem, ze dla mnie tez kiedys zaswieci slonce.
<img src="http://b3.lilypie.com/KSa7p1.png">
<img = http://abcslubu.pl/suwak/06_18_2007_28_3_2003_35.png[/img][/url>
Avatar użytkownika
dagmar3
 
Posty: 213
Dołączył(a): So paź 30 2004, 23:00
Lokalizacja: Niemcy-Ratingen kolo Duesseldorf

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez mysiak » Pt sie 29 2008, 09:54

Hm...

Moj R jest taki , ze trzeba mu wszystko mówić, bo On niedomyślny...ale co mu powiem to natychmiast mam zrobione. JEst poprostu takim pozytywnie zakreconym człowieczkiem, który ma swój świat i czasem tzreba go z tego świata oderwać.
Poza tym podzieliliśmy się obowiazkami

Ja zajmuje sie domem a on zapiernicza całymi dniami na rodzine...
Rano ja mam czas na zakupy i wtedy tatuś zostaje z córeczką.. gada do niej, bawi się z nia... zajmuje jej cały czas :)Ja wracam z zakupow, przygotowuje sobie wszystko na obiadek... i wtedy wracam do dziecka i tata na 12 jedzie do pracy...wiec ten czas rano ktory ma wolny spedza z dzieckiem...
Czasem jak zdazy wrocic na kąpanie to kąpie Joasie, ale zazwyczaj wraca po 21 - 22 wiec ja małą kąpusiam :)

Co do porzadkow... ja niestety jestem typem... "nie rob tego ja to zrobie lepiej" dlatego moj R robi cos tylko wtedy kiedy ja go o to poprosze... i do tego patrze mu na rece hiihih

Jest dobrym tatem (ma dni gorsze) dobrym "mężem" i bardzo pracowitym człowiekiem :)
Obrazek
http://www.fertilityfriend.com/home/1b6f2b

15.06.2012 [*] 9tydz
i moje dwa malutkie aniołeczki 2003-2005
Avatar użytkownika
mysiak
 
Posty: 4201
Dołączył(a): Śr sty 12 2005, 00:00
Lokalizacja: zielona góra

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez aneczka81 » Pt sie 29 2008, 11:24

No cóż - faceci generalnie tak mają (choć kilka wyjątków znam) - jak tu ktoś słusznie zauważył: jak zostawisz karteczkę z notatką: odkurz proszę - to chłop odkurzy jeden pokój. Hahaha!! Mój wczoraj się wykazał! Ja odkurzam parkiet i kafelki, ale na dywan nie mam siły, więc zostawiłam mu odkurzacz i tak tydzień przeleżał w przedpokoju. Po tygodniu przewracania się o niego - wzięłam się za odkurzanie dywanów w sypialniach. To się kapnął i mnie wyręczył. Po czym schował odkurzacz. A jak się go spytałam - co z resztą domu - odpowiedział zdziwiony - no przecież mówiłaś że odkurzałaś już? hahaha, odkurzałam tydzień temu, a wiadomo jak to przy dzieciach się brudzi...

No, ale generalnie dużo pomaga, więc czasami takie sytuacje mnie po prostu rozbawiają, a nie irytują.
the end
Avatar użytkownika
aneczka81
 
Posty: 2747
Dołączył(a): N paź 10 2004, 23:00

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez mysiak » Pt sie 29 2008, 12:17

Ja tam nie narzekam :) lubie robić w domu... pewnie jak pojde do pracy to asia do poludnia bedzie sama w tatem to i posprzatne bede miala:) Jest tylko jedna rzecz na ktora nie moge liczyc u mojego faceta..."mycie naczyn" hihi poprostu nienawidzi tego robic..wiec nawet go o to nie prosze.... ale wiadoma rzecz.. od wynoszenia smieci to mam zdecydowanie faceta:)
Obrazek
http://www.fertilityfriend.com/home/1b6f2b

15.06.2012 [*] 9tydz
i moje dwa malutkie aniołeczki 2003-2005
Avatar użytkownika
mysiak
 
Posty: 4201
Dołączył(a): Śr sty 12 2005, 00:00
Lokalizacja: zielona góra

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez violka » Pt sie 29 2008, 15:33

Jeśli chodzi o opiekę nad małą,to od samego początku oboje równo dzieliliśmy obowiązki (no może tylko ja karmiłam piersią :wink: ),tak jest do dzisiaj.
Czasem mi się wydaje ,że jeśli chodzi o czynności pielęgnacyjne to czasem on więcej poświęcał na to czasu niż ja.
Pierwszy raz został sam na sam dłużej z Olą jak miała 3 miesiące-z przyczyn niezależnych,musiałam pójść do szpitala na operację -i świetnie sobie dał radę. Do tego dochodził fakt,że musieliśmy szybko przestawić chwilowo z cyca na butlę.
Potem miałam okazję kilkakrotnie zostawić małą i pozwolić sobie na jakąś swoją przyjemność np koncert w innym mieście.

Pod tym względem jest idealnie.

Natomiast gorzej z pracami domowymi,zwłaszcza ostatnio.
Oboje ciężko pracujemy i wracamy do domu złachani jak koń po westernie. No i obojgu nie chce się już nic,no ale aby dom nie zaszedł brudem-ja biorę się to za to ,to za tamto.
Podział obowiązków mieliśmy od zawsze-zmywanie na zmiany,pranie-ja,prasowanie-on,odkurzanie-kto się złapie; kurze również,mycie okien-on,zakupy-ja.
No ale często dochodziło do sytuacji-umył okna ale tylko same szyby :wink: albo wyczyścił prysznic ale obmurowanie -nie :wink:

Natomiast teraz znacznie gorzej,rozumiem,że jest zmęczony ale ja jestem tak samo zmęczona a mieszkanie zapuścić przecież nie można.
Kiedy na Boże Narodzenie nie była pomyta glazura- zapytał się "a coś się stanie jak nie będzie ?"
Nic się nie stało.
Na wiosnę też nic,na Wielkanoc odpuściliśmy,bo mieliśmy tragedię rodzinną ale glazura do dzisiaj jest nieumyta.
Zawzięłam się i nie umyję jej.

I stały problem- 1) nie mówię-nie sprząta ja się wściekam--> na uwagi,że nie sprzątnięte-->odpowiedź "było mi powiedzieć"--> dym 2) mówię-często pyta czy może za chwilę,bo teraz zmęczony-->zgadzam sie, po jakimś czasie nadal nie posprzątane- wyjście a) strzelam focha i sama sprzątam; wyjście b) strzelam focha,nie odzywam się-może się domyśli - a1 domyśla się a2 -nie domyśla się -dym :lol: ;wyjście c)zwracam uwagę-dym :lol:

Czasem samemu mu się zdarzy pozmywać jak tony garów się przewalają ze zlewu do zlewu :e_wink:

Fakt,że i ja odpuściłam trochę-świat się nie zawali jak jeden dzień będzie niepozmywane ,w mieszkaniu jest czysto-a że blask nie bije po oczach to jakoś to przeżyję
Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
violka
 
Posty: 16943
Dołączył(a): N sie 01 2004, 23:00
Lokalizacja: 51° 14' 53 '' N 22° 34' 13 '' E

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez czarownica » N sie 31 2008, 01:04

.
Ostatnio edytowano N lip 19 2009, 23:36 przez czarownica, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
czarownica
 
Posty: 415
Dołączył(a): Cz lut 12 2004, 00:00

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez fotokartka » N sie 31 2008, 07:16

poczytałam wasze wypowiedzi i szczerze współczuję (znam takie rodziny z dziecmi gdzie ojciec poza pracą zarobkową nic nie robi i wiem jakie to ciężkie dla kobiety prowadzącej dom), ja co prawda nie mam dzieci więc mam nieco inne porównanie, ale obowiązki domowe pozostają bez zmian i wiecie co...(od razu mówię, że nie chcę wszczynać kłótni a nic takiego tylko po prostu głośno się zastanawiam):
czy nie sądzicie, że usiłowanie zmiany kogoś, wychowywanie go aby stał się takim jakim my chcemy jest nie fair wobec tej osoby? to tak jakby traktować mężczyzn (naszych zresztą) jak bezmózgich neandertali, bezmyślnych i bez uczuć...i nie chce mi się wierzyć w to, że przed ślubem ktoś był zupełnie inny a teraz mu się zmieniło - może byli tacy sami tylko tego nie widziałyśmy, nie chciałyśmy zobaczyć, może wtedy się starali a teraz nie? a jeśli tak to dlaczego tak się stało?? a może to my się mniej staramy? związek dwojga ludzi to stały kompromis, rozmowy i szczerość (a nie strzelanie fochów czy straszenie rozwodem - bez pokrycia, to chyba najgorsze do czego można się uciec i czy to aby na pewno działa na rzecz dobra naszego związku??) - może nie do końca wina leży po stronie faceta, może warto pogadać i dowiedzieć się jak wygląda jego punkt widzenia?
no nie wiem takie jest moje zdanie...ale może dlatego, że ja mam wiele pomocy ze strony mojej drugiej połowy i po prostu nie mogę narzekać? a może mam tyle pomocy dlatego, że nigdy nie starałam się go zmieniać?
w każdym bądź razie życzę Wam wszystkim wiele miłości i zrozumienia ;-).
Avatar użytkownika
fotokartka
 
Posty: 2118
Dołączył(a): Cz gru 22 2005, 13:55

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez dagmar3 » N sie 31 2008, 19:56

nie zgadzam sie z toba fotokartka. ja mojego meza wcale nie chcialam i nie chce zmieniac. co tez on mnie uswiadomil, ze zmienic sie nie da. on po prostu zrobil sie leniwy i tyle. przed slubem potrafil posprzatac, wyprac, a nawet ugotowac bolonese jak przyjezdzalam. tylko ze ja nie kontrolowalam ile mu to zajmowalo, bo ja mieszkalam w polsce on w niemczech. mysle ze odkurzenie mieszkania zajmowalo mu caly dzien, bolonese w kartoniku, a co do prania, to niezgadzam sie prac gatki z bluzkami, biale z kolorowym itp. dlatego wiem, ze on potrafi ale u niego trwa to godzinami. jak nie mielismy dzieci to ja z chcecia sprzatalam, gotowalam, kawusie do lozka itp. ale teraz mam dwoje dzieci i potrzebuje pomocy, nawet glupie odkurzanie, wyniesienie smieci ( jak nie postawie to nie spojrzy ) on wszystko z checia, tylko dla mnie to za dlugo trwa. bo jak ide spac o 11 w nocy, to nie mam ochoty za pol godziny budzic sie bo on wklada talerze do zmywarki. czesto powtarza, a jestesm zmeczony po pracy, a co ja mam powiedziec ?? wieczorem padam na pysk. i jeszcze tesciowa mam zolze.
duzo gadac, ale nie warto sie denerwowac.
mysle, ze my nie chcemy ich zmieniac ( mi nie przeszkadza, ze kolo lozka mam codziennie zestaw gatki + skarpetki), chcemy, zeby wrescie dorosli i zrozumieli ze jestesmy ich partnerkami a nie mamusiami.

pozdrawiam
<img src="http://b3.lilypie.com/KSa7p1.png">
<img = http://abcslubu.pl/suwak/06_18_2007_28_3_2003_35.png[/img][/url>
Avatar użytkownika
dagmar3
 
Posty: 213
Dołączył(a): So paź 30 2004, 23:00
Lokalizacja: Niemcy-Ratingen kolo Duesseldorf

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez Agava » N sie 31 2008, 20:58

dagmar3 napisał(a):nie zgadzam sie z toba fotokartka. ja mojego meza wcale nie chcialam i nie chce zmieniac. co tez on mnie uswiadomil, ze zmienic sie nie da. on po prostu zrobil sie leniwy i tyle. przed slubem potrafil posprzatac, wyprac, a nawet ugotowac bolonese jak przyjezdzalam. tylko ze ja nie kontrolowalam ile mu to zajmowalo, bo ja mieszkalam w polsce on w niemczech. mysle ze odkurzenie mieszkania zajmowalo mu caly dzien, bolonese w kartoniku, a co do prania, to niezgadzam sie prac gatki z bluzkami, biale z kolorowym itp. dlatego wiem, ze on potrafi ale u niego trwa to godzinami. jak nie mielismy dzieci to ja z chcecia sprzatalam, gotowalam, kawusie do lozka itp. ale teraz mam dwoje dzieci i potrzebuje pomocy, nawet glupie odkurzanie, wyniesienie smieci ( jak nie postawie to nie spojrzy ) on wszystko z checia, tylko dla mnie to za dlugo trwa. bo jak ide spac o 11 w nocy, to nie mam ochoty za pol godziny budzic sie bo on wklada talerze do zmywarki. czesto powtarza, a jestesm zmeczony po pracy, a co ja mam powiedziec ?? wieczorem padam na pysk. i jeszcze tesciowa mam zolze.
duzo gadac, ale nie warto sie denerwowac.
mysle, ze my nie chcemy ich zmieniac ( mi nie przeszkadza, ze kolo lozka mam codziennie zestaw gatki + skarpetki), chcemy, zeby wrescie dorosli i zrozumieli ze jestesmy ich partnerkami a nie mamusiami.

pozdrawiam


Zgadzam się w 100% z Tobą! Nawet jeśli kobieta siedzi w domu z dziećmi a facet tylko pracuje, to dla mnie to nie jest równy podział obowiązków!
Nie będę wymieniać co kobieta robi w domu, bo każda z nas wie ile jest do roboty. Wszystkie wiemy, że jest to niewspółmiernie więcej niż taki facet robi w ciągu dnia!
Tylko teraz pytanie: Kiedy my mamy odpoczywać?
Jeśli kobieta jest nawet dobrze zorganizowana, a takich kobiet nie oszukujmy się jest niewiele, to kiedy ma odpocząć? Facet przychodzi z pracy i ma fajrant! A my???
Kiedy mamy odpocząć?
Nie oczekuję od niego, że będzie robił nawet połowę tego co ja w domu, ale na miłość boską, chcę mieć w nim oparcie i mieć spokojny łeb od przynajmniej spraw finansowych, przelewów itd. Mnie to strasznie męczy, że wszystko jest na mojej głowie... Począwszy od listy zakupów, przelewów, wykalkulowania ile możemy wydać, wychowywanie i opiekowanie się dzieckiem, sprzątanie,stanie przy garach,pranie przez zaplanowanie, że dziecku trzeba buty kupić, zaoszczędzić na remont, albo wezwać elektryka, bo on nieboże ma dwie lewe ręce!!! Zresztą wszystko co związane z naszym życiem jest na mojej głowie i już mam tego dosyć!!! Jestem zmęczona nie tyle fizycznie co psychicznie!!!
Mój M jest leniem i generalnie ma wszystko gdzieś, chyba że nie może się do czegoś dostać, to wtedy mu to przeszkadza. Jest mistrzem wykrętów i ciężko go przegadać.
Jesteśmy ze sobą 11 lat i na początku było inaczej.... Dlaczego teraz jest jak jest?
Nie mam pojęcia, ale dobija mnie to strasznie.
Fotokartko powiedz mi co mam zrobić, jeśli ja go proszę o coś i słyszę ZARAZ, a to zaraz nie nadchodzi za szybko, albo wcale???
Jak robiliśmy mini przemeblowanie, to on miał za zadanie przełożyć książki z kartonu do gablotki (swoje książki) i co?
Prosiłam go raz dziennie i zawsze miał jakąś wymówkę. Książki stały ponad tydzień!!!!
Bo on nie widział takiej potrzeby, nie przeszkadzał mu karton w pokoju!!
I wyszłam na zrzędę!!!! A taka nie chcę być!
Masz jakiś patent na to??? Chętnie posłucham, bo już mi ręce opadają!

Przepraszam, może napisałam to dość chaotycznie, ale ciągle boli mnie miejsce po wyrwaniu 8-ki i ciężko mi zebrać myśli.
Obrazek
ObrazekObrazek
Obrazek
nie jestem optymistką,twardo stąpam po ziemi...ale za to głośno krzyczę-
niemożliwe nie istnieje!!!
Avatar użytkownika
Agava
 
Posty: 2083
Dołączył(a): N maja 22 2005, 23:00
Lokalizacja: W-wa,Białołęka

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez Gosinka2016 » N sie 31 2008, 22:06

Mój mąż żyje trochę w swoim świecie robót komputerowych. Wraca po pracy i wieczorem zabiera się za robotę prawdziwą, dzięki której żyjemy spokojniej. Fakt, że zarabia na rodzinę i się zacharowuje, ale żeby nic w domu nie robić? Jak go o coś poproszę to zrobi to za jakiś czas, tydzień, dwa, miesiąc.... Na wiosnę odpadła jedna mała płytka boczna w kuchni. Odniósł do schowka i do tej pory ściana straszy wyrwą. W grudniu zeszłego roku kupiliśmy karnisz i szyny w Ikei do zawieszenia takich paneli. Zamontował to teraz w sierpniu. 3 lampy do pokoju zakupione w styczniu założył w lipcu. Przeprowadzaliśmy się do nowego domu 2 lata temu w październiku. Jedno pudełko z jego papierami i fakturami stoi przy komputerze do dziś nierozpakowane. Rok temu solennie obiecał, że wysprząta schowek - jutro będę obchodzić 1.rocznicę niedotrzymania słowa.
Z małym się pięknie bawi, ale tak max godzinę, częściej oznacza to że szkrab roznosi pokój, a mąż patrzy w notebooka i świata nie widzi. Odrywa się jak słyszy wrzask. Dodam tylko, że ja też pracuję na pełen etat, mam własną działalność po godzinach, muszę zająć się ogrodem, dzieckiem (wszystkich lekarzy, żłobki, zakupy duże i małe ja załatwiam, mąż nigdy małego np. nie kąpał), psa wyprowadzić i wybiegać. Dzisiaj miałam wieczorem klienta i się zasiedział, przyszedł przed 20 a wyszedł o 21.15. Dziecko oddałam mężowi z poleceniem dania kolacji i położenia spać. Więc co? O 21.30 ja myłam i kładłam dziecko spać, bo mąż nie wiedział, że tak szybko czas leci i nie zorientował się która to już godzina.
I niech mi nikt nie mówi, że widziały gały co brały - przez kilka pierwszych lat wszystko robił - wynosił regularnie śmieci, w każdą sobotę odkurzał, robił pranie, przyrządził obiad (robi świetne schabowe i filety). Teraz nic - potrafi przez miesiąc chodzić obok papierka rzuconego na chodniczku pod domem, ale nie przyjdzie mu do głowy schylić się i podnieść, żeby wrzucić do kosza. Jedyne co w tej chwili regularnie robi bez ociągania to pilnowanie kotłowni (2 razy w tygodniu sprawdzić czy nie dosypać węgla do automatycznego podajnika). Czemu tak jest? Nie mam zielonego pojęcia.
Obrazek
Avatar użytkownika
Gosinka2016
 
Posty: 194
Dołączył(a): Cz lip 06 2006, 07:47
Lokalizacja: Kraków

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez aneczka81 » N sie 31 2008, 23:44

Wiecie co - a to nie jest tak, że jak facet widzi jak kobieta wszystko robi (a jak robi lepiej, szybciej, dokładniej to w ogóle) to po prostu przestaje pomagać, przestaje się angażować?
Ja znam mase kobiet, które NIE POZWALAŁY tatusiowi brać niemowlaka, przewinąć go itp. bo przecież nie umie... Ew. jak tatuś powiedział, że NIE CHCE (np. przewinąć kupy) to pozwalały mu tego nie robić wyręczając go... i tym sposobem nauczyły go 'nieróbstwa'.

Mój mąż... robi w domu dużo, wiem, że jak będę w szpitalu - on sobie poradzi - zrobi obiad, wstawi pranie, ubierze, wykąpie, przebierze dzieci, wszystko UMIE. Ale umie dlatego, że JA MU POZWALAM (ach, co za łaska!) od czasu do czasu zająć się tymi sprawami. Jest to ogromnie ważne - zwłaszcza jak jestem w ciąży...
Wiadomo, że cieszy się jak nie musi, ale jak trzeba - to pomaga.

Ja do tego mam swoje hobby, na które potrzebuje czas - i mam go szczególnie wieczorami, wtedy on zajmuje się dziećmi, kąpie je i kładzie do snu. Ja nie wyobrażam sobie od świtu do nocy zajmować się dziećmi i domem bez chwili dla siebie?

Nie rozumiem - czy kobiety narzekające, że facet się nie zajmuje dziećmi nie wychodzą z domu bez dzieci? Przecież to zwariowac można?!
Ale to wszystko kwestia do dogadania... rozmowa, rozmowa, rozmowa...

A czy facet jest bezmózgim stworzeniem... hmm... myślę, że nie działa tu zasada 'widziały gały co brały' bo człowiek całe życie się zmienia... i na pewno tak samo trzeba 'pracować' na namiętność w związku tam samo trzeba się starać, aby codzienne życie było dla małżeństwa przyjemnością, a nie udręką.
the end
Avatar użytkownika
aneczka81
 
Posty: 2747
Dołączył(a): N paź 10 2004, 23:00

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez Agava » Pn wrz 01 2008, 07:12

aneczka81 hmmm... wiesz ja wcale Jaśka nie separowałam od M. Kiedy prosiłam go o np. przewinięcie z kupy ( w końcu się zmusił i jak mnie nie ma w pobliżu to przewinie) , czy uspanie Jaśka , bądź o jakąś inną bardziej skomplikowaną czynność to słyszałam - TO NIE JEST ODPOWIEDNI CZAS NA NAUKĘ!!! - to ja pytałam to kiedy? : Nie wiem, napewno nie teraz. A jak naciskałam to zaczynała się kłótnia.... I co w tej sytuacji zrobić?
Obrazek
ObrazekObrazek
Obrazek
nie jestem optymistką,twardo stąpam po ziemi...ale za to głośno krzyczę-
niemożliwe nie istnieje!!!
Avatar użytkownika
Agava
 
Posty: 2083
Dołączył(a): N maja 22 2005, 23:00
Lokalizacja: W-wa,Białołęka

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez Gosinka2016 » Pn wrz 01 2008, 07:45

Ja chciałam, żeby robił przy dziecku, nawet umie i jak go przyciśnie to zrobi. Ale w większości bywa tak, że go proszę, mówi OK zrobię i za godzine np. wracam z ogrodu, a on jeszcze nei wstał od komputera zeby to zrobić. No i co wtedy? Dla niego czas jest naprawdę pojęciem względnym.
Obrazek
Avatar użytkownika
Gosinka2016
 
Posty: 194
Dołączył(a): Cz lip 06 2006, 07:47
Lokalizacja: Kraków

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez aneczka81 » Pn wrz 01 2008, 09:27

_Gosinko - no cóż... komputer... nie czuję się upoważniona do wydawania diagnoz, ale uzależnienie od komputera potrafi być tak samo uciążliwe dla rodziny jak alkoholizm czy hazard. Oj, sama wiem coś o tym, bo był taki czas, że świata poza komputerem nie widziałam... Sama dobrze wiem jak wciąga - internet, granie czy cokolwiek innego i jak czas ucieka...
Jeśli jego 'obcowanie z komputerem' niszczy Twoją rodzinę - może warto zasięgnąć porady u specjalisty? Jeśli on jest uzalezniony (oczywiście się nie przyzna, no chyba, że sę przyzna - to już będzie krok do przodu)....?

Jak sama wpadałam w nałóg - zdałam sobie z tego sprawę i poprosiłam męża, aby mnie pilnował. Sama poprosiłam go o założenie hasła (ile czasu spędziłam, aby je rozgryść :roll:, kilka razy musiał zmieniać, bo mi się udało), o ustawianie budziki np. po godzinie czy pół - jeśli już miałam dostęp. Ale u mnie to pomogło.
the end
Avatar użytkownika
aneczka81
 
Posty: 2747
Dołączył(a): N paź 10 2004, 23:00

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez aneczka81 » Pn wrz 01 2008, 09:44

Agava - nie wiem co zrobiłabym na Twoim miejscu, bo nie znam dobrze ani Twojego męża, ani Ciebie, ani Waszych wzajemnych relacji... Ja na pewno nie wachałbym sie iść do specjalisty jeśli czujesz, że problem Was przerasta...

Jakby mój powiedział, że teraz nie czas na naukę to zapewne miałby najbliższy łikend z dziećmi, aby mieć okazję się nauczyć. Na szczęście on z opieką - nigdy problemów nie miał (a koleżanki się właśnie dziwiły - to on nawet z kupą przewinie?). Dla nas to normalne...
the end
Avatar użytkownika
aneczka81
 
Posty: 2747
Dołączył(a): N paź 10 2004, 23:00

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez Agava » Pn wrz 01 2008, 11:12

Wiesz tylko się boję, co by było po tym jak bym wróciła z tego mojego wolnego weekendu? Nie chodzi mi o Jaśka, tylko co mój luby by mi powiedział czy zrobił.
Obrazek
ObrazekObrazek
Obrazek
nie jestem optymistką,twardo stąpam po ziemi...ale za to głośno krzyczę-
niemożliwe nie istnieje!!!
Avatar użytkownika
Agava
 
Posty: 2083
Dołączył(a): N maja 22 2005, 23:00
Lokalizacja: W-wa,Białołęka

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez Gosinka2016 » Pn wrz 01 2008, 19:39

aneczka81 napisał(a):_Gosinko - no cóż... komputer... nie czuję się upoważniona do wydawania diagnoz, ale uzależnienie od komputera potrafi być tak samo uciążliwe dla rodziny jak alkoholizm czy hazard. Oj, sama wiem coś o tym, bo był taki czas, że świata poza komputerem nie widziałam...


Ale on nie gra tylko pracuje!

Pisałam o tym w pierwszym zdaniu: "Mój mąż żyje trochę w swoim świecie robót komputerowych. Wraca po pracy i wieczorem zabiera się za robotę prawdziwą, dzięki której żyjemy spokojniej. Fakt, że zarabia na rodzinę i się zacharowuje, ale żeby nic w domu nie robić?" Wychodzi o 6.30 z domu, wraca ok.16.30, coś zje, zajmie się czasem dzieckiem po czym siada do komputera i pracuje, często do 24 lub 1 w nocy. Z tych jego robót jest drugie tyle co na etacie. Ale nie zawsze jest jakaś pilna robota i pół godziny lub godzinę mógłby wykroić, gdyby dobrze gospodarował czasem, ale ma zawsze żelazną wymówkę - mam robotę. I ja nie mam co odpowiedzieć. Co umiem to robię sama. Ostatnio kupiłam obcęgi i sama rozwalałam stare palety, wyciągałam gwoździe, ręczna piłką cięłam drobniejsze gałęzie ze ściętego na wiosnę drzewa (jeszcze sobie leżą nietknięte przez mojego męża). Wszystko przy sztucznym świetle po godz. 20 jak mały pójdzie spać.
Obrazek
Avatar użytkownika
Gosinka2016
 
Posty: 194
Dołączył(a): Cz lip 06 2006, 07:47
Lokalizacja: Kraków

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez basja » Wt wrz 02 2008, 08:05

Jak już powiedziałam, my mamy podział obowiązków i do mojego męża należy mycie naczyń (tak się umówiliśmy, w końcu ja gotuję, musi być jakaś sprawiedliwość :roll: ), Kiedyś przez parę dni nie mył naczyń, wkurzyłam się i mu powiedziałam, że dziś nie będzie obiadu, bo nie mam w czym ugotować. Rzeczywiście nie ugotowałam. Pomogło ;) Ja myślę, że tylko takie drastyczne środki pomagają. Wcześniej po prostu mu mówiłam, przypominałam, i wychodziłam na zrzędę. Więc przestałam mówić i przeszłam do czynów, wtedy zrozumiał :roll:
Avatar użytkownika
basja
 
Posty: 4374
Dołączył(a): Śr lip 20 2005, 23:00
Lokalizacja: My home is where my heart is...

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez Moaa » Pt wrz 05 2008, 13:01

Oj dawno mnie tu nie było, ale jak przeczytałam topic to musze się udzielić.

Dziewczyny błagam Was przeczytajcie ksiązkę, jest w wersji elektro w sieci "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy".
Ciężko jest tak doradzać, co bym zrobiłą w takeij sytuacji, a co w innej, tu chodzi o zrozumienie ogółu, o ... ogólny światopogląd, o.. zrozumienie działania męskiego mózgu. On aprawdę działa inaczej niż nasz.

Mój mąż robi wszystko, ale to jest zasługa jego mamy, która nauczyła go porządku. Uważam jednak, że męża można sobie wychować i to nie jest nic złego. trzeba tylko wiedzieć jak ... zagrać. To nie jest jakieś wyrachowanie.

Najgorsze co można zrobić to zrzędzić, starszyć rozwodem i stać się cierpiętnicą.

Dla mnie niewyobrażale jest to, ze kobieta potrafi się zdziwić, ze mój mąż przewija dziecko z kupą. No rany!!! Wyczyn godny wejścia na Mount Everest!

Naprawdę przeczytajcie i zastosujcie rady z ksiązki. Sukces gwarantowany!

Pozdrawiam i życze wytrwałości :D
SZANUJE TWOJE ZDANIE, ALE NIE ZAMIENIE GO ZE SWOIM

<a href="http://www.suwaczek.pl/"><img border="0" src="http://www.suwaczek.pl/cache/b93ac3930e.png"></a>
Avatar użytkownika
Moaa
 
Posty: 495
Dołączył(a): So sty 13 2007, 15:35
Lokalizacja: Szczecin :-) Lubię Szczecin :-)

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez dahl70 » Pt wrz 05 2008, 14:34

Tak cytam i czytam .....i zastanawiam sie jak mozna zyc z takimi facetami, o jakich niektore z Was pisza?!
Ja calkowicie zgadzam sie z wypowiedzia bk. WYDAJE mi sie, ze faceci sie nie zmieniaja po jakims czasie, tylko to kobiety zaczynaja otwierac wkoncu oczy! Jesli facetowi od POCZATKU nie "kazalo sie" sprzatac, to on nie rozumie o co ma sie pretensje nagle po paru miesiacach czy latach.
Niestety, ale standartem (szczegolnie u mlodych i niedoswiadczonych kobiet) jest to, ze zakochane kobiety na poczatku przymykaja na wszystko oko. Dla dobra ukochanego skacza na jednej nodze aby pokazac jak dobra zona moga byc. Nie mowie, ze facet wtedy nie docenia i olewa. Ale kobiecie wtedy wystarczy, ze ja wielbi i kocha! A to wlasnie wtedy jest czas wychowania, bo kiedy wielbi i kocha to i uczyc sie chce! To wtedy wyrabia sie "partnera". Potem to juz "umarl w butach"! Jak sobie poscielesz - tak sie wyspisz!
Drugim duzym bledem kobiet jest to, ze oczekuja, ze facet sie czegos DOMYSLI! ZAPOMNIJCIE! Oni maja jakas zapadke na domyslanie sie o co chodzi partnerce. Dobrze sie domyla o co chodzi koledze, kolezance itd.I nie robia to ze zlej woli czy swiadomie. Nie. Tak juz maja. Wiec jesli sie czegos chce od chlopa to trzeba mu to wywalic jak"kawe na lawe".
I jeszcze powroce do tych "zlych" mezow. Dziewczyny, jak wy sobie wyobrazacie Wasza przyszlosc? Dla mnie facet, ktory nic nie robi w domu nie jest partnerem. Partnerstwo to nie tylko lozko, zarobki i okazywanie czulosci, kiedy on ma na to ochote. To dzielenie zycia, na ktore sklada sie wszystko. Jesli facet nie pomaga partnerce to w gruncie rzeczy nie okazuje jej szacunku. Jak mozna z kims takim zyc? Sorrki, ale ja nie rozumiem. Mam prawie 4 dychy i za soba kilka zwiazkow (zanim poznalam meza). Kazy powazny i "ostatni". Jednak kiedy wychodzil z nich "taki" facet - zabieralam nogi za pas! Bo z czasem lepiej to napewno nie jest. Wrecz przeciwnie.
Agava - Kobieta musi byc slowna! Albo chcesz rozwodu, albo nie! Jesli chcewsz i tym "straszysz" to sie rozwiedz. Jesli nie - przestan o tym mowic! Takim pustym straszeniem to tylko pogarszasz swoja sytuacje. Przyjdzie moment, ze to on poda ci papier do podpisu i powie, ze "przeciez tego chcialas!" I jeszcze bedzie to Twoja wina!Zamiast straszyc - spakuj! Niech sie wyprowadzi do np. mamusi i zobaczy czy takie zycie mu pasuje. Jemu i Tobie. Bez podpisywania papierow i burzenia mostow oboje mozecie "posmakowac" jak to moze byc. To czasem dobra lekcja dla obu partnerow. Czasem facet doznaje szoku i dopiero docenia co moze stracic. Czasem przyspiesza to tylko jego decyzje o odejsciu. Ale czasem to kobieta przekonuje sie, ze bez niego da sie zyc. I ze nie jest tak zle jak myslala. Moze byc roznie, ale czasem warto sprobowac, bo zyc w marazmie sie nie da. I jest to niezdrowe dla dzieci!!! Najczesciej ludzie zyja w marazmie "dla dobra dzieci". A niezdaja sobie sprawy, ze tym wyrzadzaja im duza krzywde.
A moj maz? Coz - ani aniol, ani len. Nie powiem, ze mi pomaga to lachy nie robi. Czego nie zrobie ja - robi on. Jesli nie ma na cos czasu lub ochoty - on przejmuje paleczke. Dzieci swoje uwielbia i stara sie spedzac jak najwiecej czasu. A poniewaz mieszka z nami tylko Misia wiec to ona zabiera kazda jego wolna chwile. Nie ma dyskusji o podziale czy zrzucnia czegos na kogos. Mam ochote spotakc sie z kolezanka - on przejmuje obowiazki domowe na caly dzien. Czasem jak widze, ze jest zmeczony czy glowe ma zawalona sprawami z pracy - sama kaze mu sie nie wtracac w domowe sprawy tylko odpoczac. Ale wiem, ze tak samo on robi, kiedy ja mam zly dzien, jestem zmeczona itp. Zajmowanie sie dzieckiem traktuje jako czysta przyjemnosc i tak mamy "corcie tatusia". Czsem jestem zazdrosna, ale juz taka dola matki :wink: Takze nie jest leniem, ale ponazekac tez sobie bym mogla, bo...."jeszcze sie taki nie urodzil, ktoYr by mi dogodzil" - jak twierdzi moja mama.

Kiedys bylam zwiazana z pewnym psychologiem. Skubany byl dobry! :| Dlugo udawalo mu sie mnie "oszukiwac" (nie chodzi o zdrady, tylko o chowanie prawdziwego oblicza!). Ale wkoncu sie otrzasnelam i .....sama dalam mu popalic. Potem bylismy dlugo przyjaciolmi. On kiedys powiedzial mi jedno bardzo madre, wg mnie zdanie. "To Ty sama jestes odpowiedzialna za swoje szczescie, a nie jest to obowiazek Twojego partnera!" Nikt nie ma obowiazku nas uszczesliwiac - to my same musimy o to zadbac. Powtorze jeszcze raz: "Jak sobie poscielesz...itd!"
Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkie "cierpietnice" :wink:
Avatar użytkownika
dahl70
 
Posty: 402
Dołączył(a): So wrz 02 2006, 20:17
Lokalizacja: Szwecja

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez dahl70 » Pt wrz 05 2008, 14:42

I jeszcze jedno dot. rozwodow.
Przytocze krotka historie mojej sp. cioci. Wnioski wysuncie same.
Przez kilka lat byla szczesliwa zona. Przyszedl jednak kryzys. Nie to, zeby bylo zle, ale bylo NIJAK. Probowala roznych metod, rozmow, wczasow itd. Nic nie pomagalo. Wkoncu kiedys miala dola i podczas kolejnego nijakiego wieczoru powiedziala dosc i zarzadal rozwodu. Pomyslala, ze tym go wstrzasnie! A on - ok! Rozwiedli sie. Po 1-2latach spotkali sie przypadkiem i poszli na kawe. Wrocili do siebie. Okazalo sie, ze nigdy zadne nie przestalo kochac drugiego. Kiedy ciocia spytala go dlaczego wiec dal jej rozwod, powiedzial, ze przeciez tego chciala i napewno przemyslala TAKA decyzje i on nie chcial stawac jej na drodze. Widzial, ze cos jest nie tak i sam nie wiedzial jak to zmienic. Stwierdzil, ze nie moze dac jej szczescia i skoro ona chce rozwodu to pewnie to dla niej najlepsze. Pobrali sie znowu i byli szczesliwi.
Avatar użytkownika
dahl70
 
Posty: 402
Dołączył(a): So wrz 02 2006, 20:17
Lokalizacja: Szwecja

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez OLA111 » Pt wrz 05 2008, 14:55

tak czytam i czytam to ja mam aniola w domu
moj podsobny do twojego MYSIAK
tez musze mu pokazac co bo on nie widzi...ale jak wkoncu poprosze to zrobi
np przed wyjscie do pracy krzycze SMIECI a on-a faktycznie ...choc stoja przy nodze;)
sam zadko skapuje ze cos do zrobienia
jemu poprostu nie przeszkadza maly balagan i dlatego zawsze on mowi-pokaz co mam zrobic bo ja nie wiem
ja patrze na pokoj i dla mnie oczywiste co trzeba zrobic ale dla niego najwidoczniej nie:)
a moj stwierdzil ze warto dbac o rodzine szczegolnie po 6tygodniach nieobecnosci-byl w ramach skzolenia a raczej przeszkolenia z pracy na kursie ktory trwal 6tygodni wieleee km od nas i wtedy poczul jak to jest byc samym i ze trzeba dbac o rodzine
przerazilo go troche to ze daje rade bez niego:)
OLA
Obrazek

Obrazek
Avatar użytkownika
OLA111
 
Posty: 3512
Dołączył(a): Wt gru 27 2005, 16:17
Lokalizacja: UK

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez KaroLinka26 » Pn lut 20 2017, 11:52

W moim przypadku głównym problemem był alkohol. Od 3 lat mąż jest na szczęście na terapii i nie pije. Początki były ciężkie, ale wspólnymi siłami powoli wychodzimy z tego bagna. Z początku wiadomo - detoks a potem wszywki i terapia. Bardzo ważne jest odtrucie alkoholowe, bo to ono najbardziej pomaga na samym początku.
KaroLinka26
 
Posty: 36
Dołączył(a): Pt gru 16 2016, 14:44

Re: ojcowie dzieci :(

Postprzez maksiu432 » Wt lut 21 2017, 10:11

Alkohol... Jezu jak to może niszczyć rodziny... Nie mam szacunku do takich ludzi :/
Artykuły reklamowe dla firm Poznań
maksiu432
 
Posty: 9
Dołączył(a): Wt paź 18 2016, 12:42

Poprzednia strona

Powrót do Forum ogólne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości